Witam!
Ostatnio postanowiłem wyłączyć mojego Debiana (który był włączony już od 13 dni) i sprawdzić jak sprawuje się dedykowana do netbooków dystrybucja Moblin.
Dzisiejszy wpis jest… dłuuugi. Ale to dlatego, że starałem się w miarę dokładnie opisać ten system. Zainstalowałem go na moim EEE PC 1005ha.
Wstęp
Moblin to projekt stworzenia systemu operacyjnego na urządzeń typu netbooki, nettopy i tzw. MIDy. Wspierany jest przez Linux Software Foundation i Intela. Ze względu na to, że zajmuje się tym Intel, to postarał się, by system działał tylko na ich platformie – kernel skompilowany jest dla procesora Atom, a w ogólności – wymaga CPU z SSE3. Tak więc, mój stacjonarny Athlon64 nie będzie z tym systemem współpracował. Trochę nieładne zagranie, choć pewnie na popularność mobilnej platformy AMD i tak nie wpłynie.
Twórcy twierdzą, że system różni się od innych. I to jest całkowita prawda. Jak zaraz postaram się udowodnić te różnice są niestety mocno przereklamowane i nie wnoszą za dużo dobrego.
Zacznijmy od instalacji. Mój Asus poradził sobie z nią w 15, no może 20 minut. Pytań jest niewiele. Ustawienia regionalne, język systemu, nazwa użytkownika… Partycjonowanie dysku przebiega podobnie jak w Ubuntu, czyli domyślnie system chce nam wyczyścić dysk.
Instalator nie jest jednak zbyt estetyczny – okna dialogowe wyglądają jak z Ubu, jednak na pełnym ekranie wiszą w prawym górnym rogu, a w pozostałej części widzimy tylko szarość… Niby szczegół, ale mnie jednak drażnił.
Run!
Start systemu jest szybki. Ze swoim Debianem nie porównuję, bo on potrzebuje ok. 1 minuty do uruchomienia. Odnoszę jednak wrażenie, że pod tym względem Ubuntu 9.10 wygrywa. Nie mam już porównania, toteż głowy za to nie daję.
Po uruchomieniu zobaczymy interfejs systemu. Jest rzeczywiście ładny. Animowane zakładki mogą się podobać. Kolory nawiązują chyba do Mac OSX’a. Wygląd systemu i ogólna zgrabność wszystkich elementów to wielka zaleta. Brązowo-żółte Ubuntu wygląda tu słabo, OpenSUSE i inne raczej też nie mogą się równać. Jeśli chodzi o wydanie Netbook Remix to ono również zostaje w tyle.
Zakładki…
Działanie w systemie opiera się na zakładkach. Ze względu na integrację z internetem mamy tu dość ciekawą zakładkę “Status”. W niej możemy ustawić opis na Twitterze i korzystać z komunikatora. Ale ta funkcjonalność rozczarowuje. Poza tym brak wsparcia dla innych serwisów, chociażby Facebook’a.
Komunikator Emphaty to też nieporozumienie. Bo brak możliwości importu kontaktów z serwera (mówię tu o GG) to kpina. Na dodatek program niezbyt chciał zapisywać kontakty i zamiast nazw znajomych widziałem ich numery GG… Zdecydowany minus za integrację z internetem.
Zakładka “Ludzie” ma pokazywać osoby, które są online. Za bardzo nie przyglądałem się tej opcji, ale nie wiem kto potrzebuje być w kontakcie ze znajomymi aż tak bardzo.
Pierwszą zakładką jaką zobaczymy jest “MyZones”. Tu znajdziemy nadchodzące wydarzenia z kalendarza, ostatnio uruchomione programy i aktywność znajomych w sieci. Szkoda tylko, że tych funkcji nie można w żaden sposób wybrać. Bo ja zamiast znajomych wolałbym np. czytnik RSS.
Zakładka “Internet” daje nam dostęp do przeglądarki WWW. Tutaj jest nią zmodyfikowany Firefox. W pole, które się ukazuje możemy wpisać adres strony. Pod spodem mamy natomiast zakładki i najczęściej odwiedzane strony. Ta funkcja rzeczywiście ma sens, choć przydałoby się jeszcze pole wyszukiwarki.
Pod zakładką “Media” znajdziemy wideo, muzykę i ob razki jakie wrzucimy do naszego systemu. Bardzo chciałem sprawdzić jak to działa. Zniechęcił mnie brak obsługi mp3 z sugestią żeby informacji na ten temat poszukać w sieci. Przypomnijmy, w Ubuntu Totem (albo Rhythmbox) same pytają czy pobrać odpowiednie kodeki. Więc nie wiem czemu tutaj nie rozwiązano tego tak samo. Kolejny minus…
“Pasteboard” to taki schowek, w którym możemy trzymać więcej elementów. To też może być przydatne. W Office’ie moim zdanie taki pomysł się sprawdza.
Aplikacje mają oddzielną zakładkę, a dodatkowo pogrupowane są w kategorie – dzięki temu znalezienie potrzebnego programu nie jest trudne. Do pomocy mamy też wyszukiwarkę aplikacji.
“Zones”… moim zdaniem fatalny pomysł. Działa to mniej więcej tak jak wiele pulpitów. O ile jednak oryginalne rozwiązanie ma sporo zalet, to tu każdorazowe klikanie może denerwować. Na szczęście działa kombinacja Alt+Tab, co ratuje sytuację. Mimo to jest to ficzer “na siłę”.
Dalej mamy opcje odpowiedzialne za Bluetooth i sieć. Ta druga jest bardzo uboga. Fakt, że włączyć i wyłączyć połączenie jest łatwiej niż w Ubuntu. Ale żadnych ustawień tu nie zmienimy. A szkoda, bo to kolejna wada.
Sprawdzając stan baterii spotka nas niespodzianka – nie dowiemy się ile jeszcze podziała nasz komputer, bo ilość energii podawana jest tylko w procentach. Na pocieszenie system powiadomi na miłym komunikatem gdy prądu zacznie brakować.
Teraz będę się czepiać…
Zacznę od tego, że po drugim uruchomieniu przywitała mnie seria komunikatów o błędzie… A po kliknięciu na detale okienko co prawda otworzyło się… ale w “Zones” i wcale nie zostałem tam przełączony.
Ubogo, jeśli chodzi o repozytorium. Już na pierwszy rzut oka zobaczymy, że aplikacji jest waźnie mniej niż w Debianie. Kadu nie ma. A dodawanie repozytoriów Fedory nie było tym czego spodziewałem się po tym systemie.
Chciałbym sobie zamontować dysk z Debiana. Yyyy… ale gdzie? No niestety, chyba tylko z konsoli. Przykra sprawa, bo dla Zwykłego Użytkownika to Niezwykłe Utrudnienie.
Jak już czepiam się dysków – nie zamontowałem ostatecznie Debianowej partycji… brak obsługi ext4.
Dalej… pierwszy raz spotkam się z brakiem nano. Ale jest yum, więc pod tym względem nieco lepiej z starym SeSE.
Gra Neverball… Tnie się na 1005HA i na większości netbooków będzie tak samo. Więc skąd w domyślnej instalacji?
Wolne działanie sieci… Nie wiem czym jest spowodowane, ale oczekiwanie 15 sekund na załadowanie strony Google jest irytujące.
Rozłączanie się wifi. Tego niestety nie wybaczę, bo z podobnych względów pozbyłem się Ubu NR.
Jeśli ktoś wie w jaki sposób “Zones” rozdziela aplikacje do stref, to chętnie posłucham :)
Uff… na razie dosyć wredoty.
Technikalia
Jądro jakie posiada system to zmodyfikowane 2.6.31. Być może stąd się biorą problemy z wifi. Canonical w swojej wersji również namieszało i Ubuntu też miało z tym problemy. Ale cały sprzęt działa, więc nie jest źle.
Cały interfejs korzysta z 3D i jest stabilny. Nie zauważyłem żadnych problemów z wyświetlaniem grafiki. Szybkość działa również nie budzi zastrzeżeń.
Zaskoczeni będziemy brakiem OpenOffice’a. Trzeba go doinstalować. To znów szczegół, który psuje wrażenie.
Programy do obsługi repozytorium nie działają zbyt dobrze. Co prawda sama instalacja aplikacji jest w porządku, to zdarza się, że nie wczytują danych repozytorium. Mimo to korzysta się z nich wygodnie.
Mała ciekawostka: spróbujcie wyłączyć ten system, tak jak każdy inny. Tak, też długo szukałem tego dużego czerwonego guzika. Nie ma go tu. Założenie jest takie, żeby korzystać z komputera tak samo jak z telewizora. A telewizor wyłączamy przyciskiem Power :)
Podsumowanie
Pierwsze dobre wrażenie niestety szybko znika. A szkoda, bo interfejs jest świetny, choć część funkcji jest niekonieczna. Poza tym widać optymalizacje na Atoma – Moblin działa żwawo i nie zdarzają mu się zawieszenia nawet przy dużym obciążeniu.
Uproszczenia, które to spotkałem przywodzą na myśl telefon komórkowy. Twórcy są wyraźnie nastawieni na działania w internecie, kontakt ze znajomymi, itp. Zadania biurowe, graficzne i inne schodzą na dalszy plan. O ile na MIDach będzie to całkiem w porządku, o tyle właściciele netbooków będą oczekiwać czegoś innego. Nawet integracja z siecią nie jest dobra, bo przykład takiego rozwiązania już istnieje, choć nie jest to system operacyjny. Mam tu na myśli przeglądarkę Flock, którą kiedyś opisywałem. Tam to całe Web 2.0 było rozwiązane zdecydowanie lepiej. I niegłupim pomysłem byłoby umieszczenie właśnie tego programu zamiast Firefoksa w Moblinie.
Mój dzisiejszy wpis jest krytyczny, ale tylko dlatego, że Moblin po prostu zawiódł. Jest trochę jak wymalowana laska – ładnie wygląda, ale w środku niestety nic ciekawego. Jednak Mobilny Linux ma potencjał, który niestety marnuje się przez wiele drobnostek.
Na koniec dodam jeszcze, że porównując Moblin’a 2.1 i Ubuntu 9.10 NR dochodzę do wniosku, że ten drugi byłby zwycięzcą. Ubu, mimo toporności i nieciekawego wyglądu używa się po prostu wygodniej. A to cecha, która przy 10 calach wyświetlacza ma wielkie znaczenie…






watadze powiedział/a
Tekst bardzo obszerny i podoba mi się. Interfejs Moblina może i ładny, ale oprócz tego nic innego w nim nie powala moim zdaniem. Jestem ciekaw jaki kolejny system podejmiesz się przetestować. Może się skuszę na powrót do linuxa na netbooku;)
walak powiedział/a
Zbieram się do przetestowania Ubuntu 10.04, ale to trwa już jakiś czas.
Mógłbym wskazać jeszcze więcej wad tego systemu, ale myślę, że i tak sporo ludzi by się zniechęciło po przeczytaniu tego tekstu.
A nie chwaliłeś się, że już Ubu nie masz…
Veinee powiedział/a
A ja nic z tego nie rozumiem!