Flaout 2 fail

Ostatnio nie pisuję nic na blogu, ponieważ korzystam z końca najdłuższych w życiu wakacji. W ramach lenistwa dość sporo gram, także w moją ulubioną ścigałkę – Flatout’a. Parę dni temu podczas gry miałem dość śmieszny wypadek:

Teraz już wiecie po co zapinać pasy i czemu nie wyskakiwać przez przednią szybę ;)

Dodaj komentarz

Flock

Witam!

Ostatnio przypadkiem trafiłem w internecie na przeglądarkę Flock. Oparta jest na silniku Mozilli. A więc do odróżnia ją od zwykłego Firefoksa?

Pierwsze co rzuci nam się w oczy to wygląd. W porównaniu z Liskiem interfejs został nieco upiększony. Wyraźnie zaznaczona jest ikona dodawania do zakładek. Poza tym, jednym kliknięciem możemy dodać kanały RSS lub wyszukiwarki – przyciski z tymi funkcjami umieszczone są obok paska adresu. Również pasek zakładek wygląda zupełnie inaczej.

Jednak nie to jest najważniejszą cechą Flock’a. Otóż, twórcy tej przeglądarki postawili na integrację ze wszelkimi serwisami Web 2.0. Program daje nam możliwość edycji wpisów bloga, czy publikowania zdjęć bez wchodzenia na strony serwisów. To nie wszystko. Flock obsługuje też YouTube’a, a także społeczności takie jak MySpace czy Facebook.

Ciekawą cechą jest tzw. pasek multimediów, który wyświetla zdjęcia lub filmy znalezione na stronie lub w kanale RSS.

Głównym miejsce w przeglądarce jest strona “Wokół mnie”, która wyświetla RSSy, ostatnio dodane zdjęcia, czy aktywność znajomych w serwisach społecznościowych.

Niestety, jest parę szczegółów, które nieco uprzykrzają korzystanie z możliwości przeglądarki. Wspomniany pasek multimediów miewa czasem problemy ze znalezieniem treści na stronie albo wyświetla się gdy takowych treści nie ma. Pisanie postów na blogi jest nieco zbyt proste. Twórcy założyli np. że nikt nie będzie chciał wstawić zdjęcia z własnego komputera. Obrazki można wrzucić tylko z internetu.

Na koniec trochę danych technicznych. Flock to przerobiony Firefox 3.0.5. Jednak z nieznanych mi przyczyn działa on u mnie zdecydowanie sprawniej od oryginału. Nie sprawdzałem co prawda zużycia pamięci, ale pod tym względem zapewne nie różni się dużo od Liska. Korzystne jest natomiast to, że działają w nim firefoksowe wtyczki, przynajmniej te najważniejsze.

Podsumowując – przeglądarka jest przemyślana, a funkcje w jakie została wyposażona działają, choć niektóre nie są jeszcze idealne. Jeżeli jednak ktoś korzysta w wielu serwisów społecznościowych będzie z niej zadowolony. Czy ten program może zawojować internet? Nie sądzę. Mimo rosnącej grupy użytkowników portali społecznościowych większość osób nie potrzebuje aż takiej integracji. Jednakże Twórcom należą się słowa uznania za stworzenie naprawdę dobrego produktu. Osobiście polecam :)

Dodaj komentarz

Przydatne hacki dla Firefoksa

Witam! Przy jednym z ostatnich zleceń miałem problem z poprawnym wyświetleniem strony, który dotyczył tylko Firefoksa. Inne przeglądarki, w tym IE (6,7!) , wyświetlały stronę dobrze. Na szczęście okazało się, że istnieje sposób by reguła css była widoczna tylko dla Mozilli. A wygląda to tak:
#element, x:-moz-any-link
{
/* kod dla FF 2.x */
}

#element, x:-moz-any-link, x:default
{
/* kod dla FF 3.x */
}

Ten prosty zabieg pozwala nam stworzyć poprawki, które mogą czasem oszczędzić sporo pracy.

na podstawie http://pornel.net/firefoxhack

Dodaj komentarz

Prawda czy fałsz?

Tak to już jest na tym świecie, że rzadko kiedy mamy do czynienia z prawdą. Kłamstwa, manipulacje… to nasza codzienność. Oczywiście my też nie jesteśmy czyści. Ale większość tych zachowań ma jakiś cel. Nikt nie kłamie dla samego kłamania.

“Everybody lies…”

W większym lub mniejszym stopniu każdy kłamie. Zarówno w dużych, jak i małych sprawach. Najcześciej robimy tak by coś ukryć. Otwarcie się przed kimś wymaga zaufania, a bez kłamstwa mielibyśmy dużo mniej do powiedzenia. Niektórzy mają za cel pokazanie się w innym świetle, chwalą się zdolnościami, których nie mają, idealizują samych siebie… niestety najczęściej i tak prawda wychodzi na jaw. Warto postawić sobie pytanie, kto traci na tym więcej. Kłamca czy okłamani?

“…But there’s an exception to every rule.”

Niestety nie. To jeszcze jedna z tych negatywnych rzeczy, która odróżnia nas od zwięrząt. Nawet jeśli nie mówimy nieprawdy, to zdarza się, że w ogóle nic nie mówimy. A zdarzają się sytuacje gdy możemy to traktować na równi z kłastwem. Załóżmy, że inwestujemy pieniądze, a nasz doradca nie informuje nas o ryzyku. Czy nie wyjdzie na to samo, jakby powiedział, że ryzyka nie ma?

“- White lies? What are those?
– Those are lies we tell to make other people feel better.”

A zaczyna się tak niewinnie… zmieniamy nieco fakty, by inni czuli się lepiej. Banalny szkolny przykład… zawyżamy oceny, mówimy tylko o tych dobrych, a gdy jest naprawdę źle, to w ógole nic o nich nie wspominamy. Termin wywiadówki też najlepiej przemilczeć. Ale to działa tylko na krótką metę. Niektórzy przekonali się o tym bardzo boleśnie… Bo trudno jest ukryć taki fakt jak wyrzucenie ze szkoły, czy powtarzanie klasy.

- Rationalizations? What are those?
– Those are lies we tell to make ourselves feel better.”

Siebie również umiemy okłamywać. Wmawiamy sobie, że jesteśmy albo lepszi niż naprawdę albo gorsi. Ale w praktyce to się przydaje. Przy stuprocentowej szczerości z samym sobą nie jeden straciłby wiarę w siebie.  Wyszłoby więc na to, że kłamstwo jest naturą człowieka. Poza tym na nasze oszustwa w stosunku do innych też musimy znaleźć jakieś usprawiedliwienie. Nawet jeśli druga osoba nie zdaje sobie sprawy, że została oszukana, to drugi raz przekonujemy się, że tak naprawdę chcieliśmy dobrze… chyba, że to ten przypadek gdy nie chcieliśmy. Wtedy kłamiemy tylko raz. Ale czy jest to lepsze?

“There’s a reason that everybody lies. It works.”

Czy nie da się już żyć tylko prawdą? Moim zdaniem nie. Skoro już ta spirala fałszu została rozkręcona, to żeby w niej nie zginąć musimy poddać się jej regułom. Nawet gdybyśmy pozostali czyści, to pewnie inni doprowadziliby do naszego upadku. Mam tu na myśli plotki. To naprawdę poteżna broń jeśli chcemy kogoś zdyskredytować i ośmieszyć. To jest ten przypadek, o którym pisałem powyżej. Nie potrzebujemy usprawiedliwienia dla swojego postępowania. Właściwie mamy je w głowie, ale tak naprawdę jest zbędne. Nie lubimy kogoś i tyle. A nie lubimy dlatego, że jest taki a nie inny. Nasza plotka ma to tylko potwierdzić. I mamy dwa problemy z głowy. Uspawiedliwienie kłamstwa. I do tego zdobywamy powód dla swojej niechęci do tej osoby.

“- I mean, lies do sometimes smooth things out, make life easier.
- Yeah? Your life’s easy?”

Może kłamstwa nie ułatwiają życia. Ale z pewnością prawie każdy znalazłby coś by to udowodnić.  Właściwie  osiągamy przez nie trochę więcej czegoś co możnaby nazwać spokojem.  Są one narzędziem by uciec od  niektórych aspektów życia, które są nam nie na rękę.  To trochę jak nakrotyk. Przez moment czujemy się lepiej.

“It’s a wonderful lie”

Są jednak w naszym życiu osoby, którym ufamy bezgranicznie. Im zawsze możemy powiedzieć prawdę. Tylko, że często bywa tak, że sami nie potrafimy się z nią zmierzyć. Ale warto próbować. Od tego mamy przyjaciół by dzielić z nimi wszystko…

Cytaty z House M. D. 04×10 – “It’s a wonderful lie”

Komentarze (3)

Recenzja Ubuntu 9.10 Karmic Koala (alfa 1)

Witam!

Mając ostatnio sporo wolnego czasu postanowiłem przetestować alfę 1 nowego Ubuntu 9.10. Ponieważ nie mogę sobie pozwolić na instalację systemu na prawdziwym komputerze, to do testów posłużyła mi maszyna VirtualBoksa. A oto na czym testowany był nowy pingwin:

Host:
AMD Athlon 3500+
1 GB RAM
Windows XP SP3
(do testów wyłączyłem wszelkie zbędne procesy)

Gość:
512 MB RAM
Karta graficzna 16MB (włączona akceleracja sprzętowa)
Dysk 8GB z dynamicznym przydziałem miejsca
Zainstalowane GuestAdditions

Instalację przeprowadziłem za pomocą alternate-cd (obraz płyty do zwykłej instalacji nie jest dostępny).

Sama instalacja trwała dość długo, bo ok. 50 minut, choć z pewnością jest to efekt działania w środowisku wirtualnym. Już w tym momencie pojawia się pytanie o użycie szyfrowania folderu domowego. W normalnych warunkach warto je włączyć, tu jednak, aby nie obciążać dodatkowo systemu podarowałem sobie tę opcję.

Pierwsze uruchomienie przeszło bez zarzutu. Na pierwszy rzut oka zauważymy zmieniony pasek ładowania systemu. Domyślny ekran logowania również został odświeżony. Jednak sam system nie różni się zauważalnie od poprzedników. Oprócz zmienionej tapety i lekko zmodyfikowanego motywu brakuje większych różnic. Intergracja przycisku wyłączania z Pidginem, znana z ubuntu 8.10 jest tu także obecna. Podsumowując – pierwsze wrażenie pozytywne, ale osobiście jestem nieco rozczarowany brakiem głębszych zmian, które były już jakiś czas zapowiadane.

Niewątpliwą zaletą nowego Ubuntu jest szybkość. Zarówno jeśli chodzi o czas uruchamiania, jak i ‘codzienną’ pracę. Start od menu GRUBa do ekranu logowania zajął tylko 29,4 sekundy! Biorąc pod uwagę, że jest to maszyna wirtualna, to wynik jest świetny. Natomiast kompletne włączenie aż do pulpitu zajmuje 49,7 sekundy, co też jest bardzo dobrym rezultatem. Z mojej strony duży pozytyw.

Obecna alfa nie posiada również zapowiadanych zmian w oprogramowaniu. Pidgin nie został zastąpiony przez Emphaty, tak samo wygląda zmiana Rhythmboksa z Banshee. Firefox jest dostępny w wersji 3.0.10, czyli najnowszej na chwilę obecną, choć docelowo pojawi się w wydaniu o numerze 3.5. Powiadomienia systemowe przypominają te z Ubuntu 8.10, ale przy włączonym Compizie są przeźroczyste. Cały system oparty jest na środowisku GNOME 2.26.1. Do tego dołączono OpenOffica w wersji 3.1. Jeśli chodzi o oprogramowanie to poczekajmy do alfy 2, kiedy zmiany powinny już być widoczne.

Dobrą wiadomością jest również to, że system radzi sobie z połączeniami internetowymi przez telefony komórkowe. NetworkManager 0.7.0.100 wykrywa i poprawnie konfiguruje parametry sieci. Przynajmniej tak było w przypadku mojego Sony Ericssona K750i w sieci Plus.

Jednak nie łudźmy się, że jest to już sprawny system. Braki stabilności są niestety widoczne. Co prawda system sam w sobie nie zawiesił się ani razu, to jednak występuje pełno problemów, które utrudniają pracę.

Już przy drugim uruchomieniu zostałem powitany komunikatem o błędzie. Problem ten później co prawda zniknął. Z niewiadomocyh przyczyn nie otwierała się pomoc systemowa. Natomiast aplet Dodaj/Usuń programy ma tendencje do zawieszania się. Jak już jesteśmy przy pakietach, to wspomnę o tym, że występują jakieś konflikty, gdyż system odmówił instalacji pakietu Restricted-Extras właśnie z powodu konfliktów.

Nie ma sensu opisywać wrażeń z używania Compiza, gdyż w środowisku wirtualnym trudno mówić o dobrej wydajności. Mimo to efekty pulpitu włączyły się zaraz po instalacji. Jednakże rezygracja z tej opcji znacząco wpływa na sprawność działania. Co do akceleracji 3D, to pomijając efekty pulpitu nie widać jej obecności. Wina może jednak leżeć po stronie VirtualBoksa, więc nie wskazywałbym tu na winę Ubuntu.

Fatalnie wygląda działanie dźwięku. Zacina się on tak strasznie, że nie usprawiedliwia tego nawet wirtualizacja. Sytuacja powtórzyła się na obu virtualboksowych dźwiękówkach, dlatego można założyć, że to problem z systemem.

Oprócz tego jest pełno drobnych usterek, takich jak brak polskich znaków, problemy z montowaniem dysków sieciowych… a także brak obsługi MP3. Prawdopodobnie to rownież skutek problemów z systemem pakietów.

Podsumowując – system zapowiada się ciekawie, choć bez rewolucji. Nie wspomniałem tu o takich elementach jak nowy system plików ext4, ale dla przeciętnego użytkownika nie ma to większego znaczenia. Pozostaje nam tylko czekać do października na finalne wydanie.

Dodaj komentarz

Wiara czy myślenie?

Ostatni piątek skończył się dla mnie bezsensownym sporem o to czy homoseksualizm to choroba… między innymi. Sam temat choć kontrowersyjny, to jednak banalny. A jednak… dał mi okazję do przekonania się jak ci prawdziwie wierzący patrzą na świat.

Cóż… zanim dyskusja zaczęła się na dobre powiedziałem, że nie ma ona sensu, gdyż żadna ze stron nie przekona drugiej do swojego stanowiska. No tak… ale niepotrzebnie dałem się w nią wciągnąć.

Moje przekonania są nie pustym zlepkiem opinii innych. Mają swoje podstawy, które z podstawami wiary nie mają za dużo wspólnego. Przedewszystkim uważam, że każdy ma prawo do decydowania o sobie. Choć do tego pytania ma się to nijak. Chodzi raczej o to, że wolność osobista w każdym aspekcie jest dla mnie bardzo ważna. Także seksualnym. Problem w tym, że tego czy jest się homo czy hetero się nie wybiera. Po prostu – jedni rodzą się tacy, drudzy inni. I tak każdy jest po trochu homo i hetero. No a jeśli mój syn byłby gejem? Ojej… to straszne, ale nie mam nic przeciwko! Dopóki nie szkodzi innym niech będzie jakim chce.

Idąc dalej – skoro każdy decyduje o sobie, to również ma prawo zakończyć swoje życie. Co prawda samobójstwo to ucieczka od problemów i tak naprawdę okazanie słabości. Ale czy wszyscy muszą być silni? Nie, nie muszą. 

Kolejna kwestia z tym związana – eutanazja. Jeśli ktoś ma świadomość, że nie wyzdrowieje, a reszta życia jaka mu została to tylko ból i zdanie na łaskę innych, to dlaczego ma się z tym godzić? A co jeśli jest już tylko rośliną? Pomijając oczywiste aspekty ekonomiczne, czy mamy prawo zadawać mu dodatkowe cierpienie? Jeśli kiedykolwiek będę kwiatkiem – odłączcie mnie… 

Dla równowagi uważam także, że każdy odpowiada za siebie. Całkowicie. A więc jeśli chcesz się zapić/zaćpać na śmierć to droga wolna. Ale do cholery nie szkodź innym. Rodzina powinna od razu wyrzucić cię na ulicę. Ile zaoszczędzilibyśmy na izbach wytrzeźwień i leczeniu kolejnych pijaków z marskością wątroby…

Z punktu widzenia wiary wszystko wygląda odwrotnie – powinienneś być taki jak ci każą. I nawet nie waż się zastanawiać dlaczego. A życie nie należy do ciebie, więc nawet jeśli nie masz nadzieji na to by spędzić je godnie, to i tak musisz żyć, bo to nie ty o tym decydujesz.

Przy okazji – nieodmówię sobie zwrócenia uwagi na tzw. ochronę życia. Hipokryzją jest odmawianie aborcji w sytaucjach zagrożenia życia matki. Chronimy życie? Tak, tylko które? To nie narodzone? I błąd! Nawet w naturze, kiedy matka nie jest w stanie wykarmić swoich młodych, to je odrzuca skazując na śmierć. Bo ona da sobie radę i być może będzie miała następne. Jej dzieci same niestety zginą. Moim zdaniem nawet aborcja na życzenie nie jest zła. Poza tym, kto jak kto, ale mężczyźni mają tu najmniej do powiedzenia. Nie oni rodzą dzieci, a jakiekolwiek ryzyko z powodu prokreacji jest dla nich śmiesznie niskie. Księża mają w tej sprawie bardzo dużo do powiedzenia, choć nie posiadają nawet rodzin. W szkole na raligii usłyszałem dlaczego tak jest: "Bo co by ludzie pomyśleli, gdyby zobaczyli, że u księdza w rodzinie tak nie jest". No właśnie… nie mamy rodzin, bo jakby coś poszło nie tak, to się okaże, że też nie jesteśmy tacy czyści. Tyle ze strony Kościoła.

Z piątkowej dyskusji dowiedziałem się, że jestem niewierzący… no cóż, chyba się zgodzę, bo zawsze wiedziałem, że jestem myślący! I nawracanie mnie na jedyną słuszną prawdę nic nie da. Mimo to nie uważam żebym w ogóle nie wierzył. Moim zdaniem, Bóg nie będzie nas rozliczał z tego jak wierzyliśmy. Gdyby tak było to 2/3 świata z miejsca możemy spisać na potępienie. Zostaniemy rozliczeni z tego, jacy byliśmy. A wbrew pozorom z wiarą wcale nie ma to tak dużo wspólnego.

Komentarze (4)

Dropbox… czyli moje ‘wybawienie’

Witam!

Swego czasu stwierdziłem, że idea Cloud Computingu niespecjalnie mi się podoba. Moje dane poza moim komputerem? Nie! Nic z tego. Przecież nikt nie zadba o nie lepiej ode mnie… A jednak. Z ciekawości jakiś czas temu zainstalowałem sobie Dropboksa. Cóż to takiego? Bardzo fajna usługa, dzięki której możemy synchronizować pliki z dowolnym komputerem przy jakim się znajdziemy. Do dyspozycji dostajemy 2GB przestrzeni, co moim zdaniem jest w zupełności wystarczające. Dodatkowo, jeśli namówimy do skorzystania z tego programu naszych znajomych, to możemy otrzymać następny 1GB. Możemy oczywiście zakupić wersję płatną, która oferuje 50GB.

Sama obsługa programu jest dziecinnie prosta. Po utworzeniu konta musimy tylko pobrać mały programik, który zadba o aktualizację naszych plików. Z całej usługi korzysta się jak ze zwykłego folderu – na dysku tworzony jest specjalny katalog. Dokumenty, które w nim umieścimy są natychmiast wysyłane do wirtualnego dysku, a stamtąd synchronizowane na każdym komputerze, który jest powiązany z naszym kontem. Jeśli nie jest on aktualnie włączony, to pliki zostaną ściągnięte przy najbliższym włączeniu. Co więcej, mamy również możliwość przywrócenia zmian w istniejących plikach. Natomiast w przypadku edycji wysyłane są tylko różnice, a więc nie musimy obawiać się edycji dużych dokumentów.

Cóż… ponieważ w czasie kończenia prezentacji maturalnej mój laptop definitywnie się ze mną pożegnał, gdyby nie to, że miałem ją w folderze Dropboksa, to musiałbym robić ją od nowa. Tak tylko włączyłem drugi komputer. Już nigdy nie powiem źle o idei Cloud Computingu :)

Warto także zaznaczyć, że możemy także tworzyć foldery publiczne. Niestety, dostęp do nich możliwy jest tylko dla posiadaczy konta w usłudze. Każdy może natomiast pobrać udostępnione pliki. Wystarczy, że wyślemy mu publiczny link, który uzyskamy po kliknięciu na dokument prawym przyciskiem myszy.

Powiem krótko. Jeśli boisz się utraty swojej pracy albo często pracujesz nad jednym zadaniem na różnych komputerach, to jest to idealne rozwiązanie.

Komentarze (3)

[How-To] Installing (compiling) Warzone 2100 2.1.1

Hello,

today I’ll show you how to compile the newest Warzone v. 2.1.1. It can be really difficult for begginers, but I haven’t found good description how to do it. Those advices relate to Ubuntu 8.04 but they should be useful for next releases. If you have any problems you can write email to me.

Let’s start!

1. At first we’re creating a new directory for all “gabarges” needed for compilation. Open terminal and type:
mkdir dir_name
cd dir_name

The directory has been created.

2. Now we have to download packets necessary to compile:
sudo apt-get install build-essential bison libsdl1.2-dev libsdl-net1.2-dev libopenal-dev libpng-dev libvorbis-dev libpopt-dev libphysfs-dev libxml2-dev

3. Next we’re downloading additional packets, which are unfortunatelly unavaible in Ubuntu’s (v. 8.04) repository or they are in wrong version:
wget http://archive.ubuntu.com/ubuntu/pool/main/f/flex/flex_2.5.35.orig.tar.gz
wget http://freefr.dl.sourceforge.net/sourceforge/quesoglc/quesoglc-0.7.2-RC2.tar.bz2
wget http://fontconfig.org/release/fontconfig-2.6.0.tar.gz
wget http://www.very-clever.com/download/nongnu/freetype/freetype-2.3.8.tar.gz

4. We’re unpacking all downloaded files:
tar -xvzf flex_2.5.35.orig.tar.gz
tar -xvzf fontconfig-2.6.0.tar.gz
tar -xvzf freetype-2.3.8.tar.gz
bunzip2 quesoglc-0.7.2-RC2.tar.bz2
tar -xvf quesoglc-0.7.2-RC2.tar

5. We’re starting to compile unpacked packages:
cd flex_2.5.35.orig
./configure && make && sudo make install
cd ..cd freetype-2.3.8
./configure && make && sudo make install
cd ..cd fontconfig-2.6.0
./configure && make && sudo make install
cd ..cd quesoglc-0.7.2-RC2
./configure && make && sudo make install
cd ..

After first call of “sudo make install” command we will be asked for type our password which we use to login to the system.

6. We’re downloading and unpacking Warzone’s sources, after that getting in to directory with unpacked files:
wget http://download.gna.org/warzone/releases/2.1/warzone2100-2.1.0.tar.bz2
bunzip2 warzone2100-2.1.0.tar.bz2
tar -xvf warzone2100-2.1.0.tar.bz2
cd warzone2100-2.1.0

7. We’re compiling the game, to do that we’re using already known command:
./configure && make && make install

8. When compilation will be done, we can remove the folder. For safety I suggest to do it in graphic mode.

9. We’ll find the game in Applications ->Games

I. Advice for begginers:
At compilation we used shortened syntax:
./configure && make && sudo make install

In fact, It worked as if we had typed:
./configure
make
sudo make install

Enjoy!

Dodaj komentarz

It’s time for changes…

Witam!

To mój pierwszy wpis na tym blogu. Za radą paru osób postanowiłem przenieść się ze starego bloga. W najbliższym czasie przeniosę tu ważnejniesze wpisy. Gdyby ktoś był zainteresowany moim starym pamiętnikiem: klik.

O czym będzie tym razem? O tym samym co poprzednio… czyli o wszystkim.

No… i to chyba na tyle :)

PS. Stare wpisy dodaję z originalną datą publikacji –  dlatego występują przed tą notką.

Komentarze (3)

Sny, marzenia… budzik

Sny… odbicie tego, czego nie dostrzegamy w sobie na co dzień, namiastka marzeń… i o tym chcę właśnie dzisiaj powiedzieć. Oczywiście jest to spojrzenie na temat tylko z jednej strony… ale to chyba ta najprzyjemniesza.

Skoro oczy są zwierciadłem duszy, to sny są tym, co pozwala nam chociaż na chwilę dostać to czego naprawdę pragniemy. W takim momencie, o ile wiemy, że śnimy, to chcemy by trwało to jak najdłużej. Niestety, często tę wizję kończy sygnał budzika… wracamy do realnego świata… i okazuje się, że nie za dużo pamiętamy. Wiemy tylko, że czuliśmy się dobrze, że wszystko było takie ‘rzeczywiste’. Przez chwilę zastanawiamy się kim byliśmy parę sekund temu. Potem musimy kontynuuować nasz codzienny życiowy rytuał. Kolejny sen uciekł w miejskim zgiełku.

Jak sny obrazują marzenia? Zdarza się, że bardzo dokładnie – widzimy w nich osoby, na których nam zależy, mamy to czego pragniemy najbardziej… Ale czasami czynimy coś, czego byśmy normalnie nie zrobili, choć w głębi serca żałujemy, że nie mamy na to odwagi, nie potrafimy… Nie ma przecież nic lepszego niż wygrać wyścig samochodem swoich marzeń… najlepiej jeszcze gdy przeciwnikami są ci, za którymi nie przepadamy, a kibują nam ci, którym chcemy pokazać się z jak najlepszej strony. Wysiadasz z samochodu, biegniesz do Tej, normalnie niedostępnej dla ciebie… padacie sobie w objęcia, i… 5.45 wypada o parę minut za wcześnie…

A gdyby tak móc kontrolować sny? Oczywiście można… a czy warto? I tak zawsze realny czas brutalnie cofnie nas na ziemię… A poza tym… sprawimy, że ta namiastka marzeń stanie się sztuczna.

Na koniec, powiem coś o sobie… osoby, w których jestem zakochany (za duże słowo, ale niech będzie) śnią mi się dość często… Tak wiem, powinniem się cieszyć każdą sekundą takiego snu. A jednak… gdy już nie mam po co walczyć, przerywam takie sny… bolesne oddzielenie marzeń od rzeczywistości okazuje się być korzystne… lepiej żeby sny były tylko odzwierciedleniem marzeń… nie ich przedłużaniem w rzeczywistości. Bo lepiej obudzić się o 5.44, niż o 5.46 z myślą, że to tylko sen…

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »